Heej już jestem, bardzo was przepraszam że te kilka dni aż tak się przedłużyło. Jak już czułam się lepiej i chciałam do was napisać nie miałam kompletnie weny. Pisałam rozdział po czym po przeczytaniu go sama zaczęłam się śmiać i wszystko usuwałam. W końcu piszę, ciągle bez pomysłów, trudno będzie spontanicznie więc za pewno nudno ;) Mam do was wielką prośbę, piszcie mi w komentarzach co może się dziać ciekawego a na pewno skorzystam z waszych propozycji ;)
Leżałam na łóżku gapiąc się w okno i spływające po nim krople deszczu, albo mamie te 5 minut się przedłużało albo mi czas tak wolno płyną. Myślałam sobie co teraz robi Dawid, czy myśli o mnie. Czy może się ze mnie śmieje. Nagle ktoś puknął mnie w ramię
- Już jestem. Trzymaj, przepraszam, że z lodówki ale była tylko taka - wystraszyła mnie mama
- Jeju, mamo wystraszyłaś mnie, dzięki za colę - uśmiechnęłam się
- Przepraszam skarbie... A jak ty się w ogóle czujesz ? - mówiła lekko zdyszana
- Mamo co ty tak dyszysz ? - zapytałam zmieniając temat i lekko się uśmiechnęłam
- Aa.. bo wiesz... szpital jest duży, ciężko się tu połapać - odpowiedziała i również się uśmiechnęła
- Aa... wiesz, już niedługo będziemy znały ten szpital na pamięć... Przynajmniej ja - przypomniałam sobie o chorobie i posmutniałam. Mama chciała zacząć coś mówić aż zobaczyła uśmiech na mojej twarzy i odwróciła się w stronę drzwi. Stał tam mój kochany brunet. Od razu poprawił mi się humor. Trzymał coś za plecami co trochę mnie zdziwiło. Mama postanowiła nam nie przeszkadzać i wyszła z sali, twierdząc że idzie na papierosa i trochę pospacerować. Wychodząc z sali powiedziała do Dawida że ma się mną zaopiekować. Trochę się speszyłam ale i tak było to kochane.
- Hej, mogę wejść ? - zapytał Kwiat ciągle się uśmiechając. Miał taki cudowny uśmiech...
- Jasne, ty się pytasz ? Czekałam na Ciebie. Siadaj - poklepałam po łóżku aby usiadł . Nie musiałam się prosić, Dawid posłusznie usiadł i pocałował mnie w policzek na co ja oczywiście się zarumieniłam, najwyraźniej to zobaczył bo uśmiechnął się jeszcze szerzej. Nie wiem jak on to robi, mi dawno rozerwałyby się usta..
- Mam coś dla Ciebie - zaczął w końcu
-Tak ? A co to takiego ? - usmiechałam się
Dawid wziął moją rękę, zamknął mi oczy i położył coś w dłonie. Uśmiechałam się i pytałam:
- Dawid... co ty robisz ?
- Nic nie mów, zaraz zobaczysz - odpowiedział krótko i pozwolił otworzyć mi oczy. Na dłoniach miałam położony cudowny naszyjnik z diamentowym serduszkiem. Spojrzałam pytająco na Dawida.
- Podoba Ci się? - zapytał
- Tak, Dawid, ale nie musiałeś, on na pewno był drogi
- Cena nie gra roli, jeśli chodzi o Ciebie - po tych słowach myślałam że umrę, ale ze szczęści. Czułam jakbym znała Dawida przez kilka dobrych lat, a znamy się niecałe 2 dni, ciągle nie mogłam sobie przypomnieć kim tak na prawdę jest, w końcu go o to zapytałam.
- Dawid.... - spojrzałam mu w oczy
- Tak ? - zrobił to samo, miał cudowne oczy, mogłabym w nie patrzeć całymi dniami
- Kim ty tak na prawdę jesteś ? - zapytałam bez chwili namysłu
Dawid tylko spojrzał na mnie pytająco na co dodałam
- Ymm... znaczy, bo ja czuję, że znam Cię bardzo dobrze, kojarzę Cię ale nie mogę sobie przypomnieć kim jesteś.... - moją jakże ciekawą przemowę przerwał dzwoniący telefon
kawa z mlekiem buzi mnie tak codziennie staram się....
Nagle ucichło a Dawid dodał
- Dla Ciebie....
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Chwila..... mam dzwonek ''Dla ciebie'' .... piosenkę hm..... Dawida.... Dawida..... KWIATKOWSKIEGO ! - wykrzyknęłam ostatnie słowo na co brunet spojrzał na mnie i tak szeroko się uśmiechnął. Nie wierzyłam własnym oczom i uszom i wgl wszystkiemu. Przecież to nie możliwe, to nie może być on. Nagle sobie wszystko przypomniałam, kim jest Dawid, to jak bardzo chciałam jeździć na jego koncerty, jak go pragnęłam przytulić, jak widziałam jego uśmiech... mimo tego że na zdjeciach i w komputerze... To wszystko powróciło.
- Dawid ! - wykrzyknęłam i mocno się w niego wtuliłam. Zaczęłam płakać, sama z siebie. Byłam pewna że nigdy go nie spotkam, a na pewno nie w takim miejscu i czasie.
- Tak... Skarbie nie płacz, jest dobrze, to tylko ja - powiedział lekko się śmiejąc i również mocno mnie przytulił
- To jest po prostu nie możliwe... To na prawdę ty ?! Jak ja mogłam tego nie pamiętać, przecież tak bardzo cię kocham, bardziej niż normalnego idola, jesteś kimś więcej, uratowałeś mi życie, mimo tego że byłeś kilka tysięcy km ode mnie wiedziałam że duszą jesteś obok mnie. Dziękuję Ci za wszystko, nigdy bym nie pomyślała, że mogę wpaść własnie Tobie pod auto, że to właśnie z Tobą będę siedziała na szpitalnym łóżku. Zawsze chciałam być na scenie i jechać na Twój koncert, ale to nigdy nie będzie możliwe, szczególnie teraz, gdy mam raka... - powiedziałam i znowu zaczęłam płakać. Dawid próbował mnie pocieszać, przez co może trochę było mi lepiej
- Nie płacz, ejj... Damy radę, jesteś silna, ja Cię na pewno nie zostawię, będę przychodził najczęściej jak tylko mogę, w dodatku mieszkam na przeciwko, damy radę, spełnisz marzenia - powiedział i się uśmiechnął. Chwilę siedzieliśmy tak w siebie wtuleni ale po jakimś czasie przerwał nam lekarz.
-No, no, no przepraszam, że przerywam hahah - powiedział na co od razu się zerwaliśmy
- Spokojnie, to tylko ja.... Weroniko musimy iść na badania - dodał
- Emm.. aa czy Dawid może iść ze mną ? - zapytałam niepewnie
Lekarz spojrzał na niego, na jego uśmiech hahah był taki przekonujący i w końcu doczekałam się odpowiedzi - Jasne ! Ale musi zaczekać przed salą - uśmiechnął się, spojrzał w kartę i wychodząc dodał - no chodźcie . Spojrzeliśmy na siebie, Dawid pomógł mi wstać i poczłapaliśmy do sali na 3 piętrze.
poniedziałek, 28 lipca 2014
wtorek, 15 lipca 2014
Informacja!
Dzisiaj niestety nie będzie rozdziału, strasznie źle się czuję, przepraszam ale za to jutro postaram się wstawić wam 2 rozdziały ;*
poniedziałek, 14 lipca 2014
ROZDZIAŁ 4
-Tak, wiem....masz.....
Nastała cisza jak makiem zasiał, byłam przerażona.... Nie chciałam dłużej czekać, chciałam przerwać tą ciszę ale nie musiałam.
- Masz... niestety ale masz raka - odpowiedział lekarz i opuścił głowę
Nie dowierzałam, nie wiedziałam co powiedzieć, tylko się jąkałam, czułam jak po policzkach spływały mi łzy, ale przypomniałam sobie.
- Ale.. mówił pan, że to nie jest aż taka zła wiadomość... - zaczęłam
- No tak, bo w prawdzie gdyby nie ten wypadek, prawdopodobnie dowiedzielibyśmy się zbyt późno, a to dopiero początek, rak dopiero zaczął się rozwijać, jest 60% szans że uda nam się go pozbyć - wyjaśnił. Wcale mnie to nie pocieszało, zawsze miałam pecha więc czemu tym razem miałoby być inaczej. Poprosiłam lekarza aby zostawił mnie samą. Schowałam oczy w dłonie i jak dziecko się rozpłakałam, nie wiedziałam co mam myśleć, aż odechciało mi się żyć, leżałam i płakałam. Nic więcej, nagle ktoś zapukał.
- Weronika ? - zapytał Dawid
- Tak... ? Wejdź - odpowiedziałam i szybko otarłam łzy. Usiadłam na łóżku robiąc miejsce chłopakowi. Tym razem nie musiałam go prosić aby usiadł, sam to zrobił. Patrzył mi w oczy, czułam jak łzy cisnął mi się do oczu, ale chciałam pokazać że jestem twarda, po dosyć krępującej ciszy Dawid odezwał się
- I jak ? Co ci jest ? - zapytał
Zaczęły mi płynąć łzy, nie chciałam mówić ale on działał na mnie jakoś ''inaczej'' czułam że jest dobry, że mnie wesprze... Po chwili odpowiedziałam mu
- Mam raka - patrzyłam mu prosto w oczy, nie mogłam powstrzymać łez. Dawid przybliżył się i mocno mnie przytulił. Poczułam się tak inaczej, bezpiecznie.
- Damy radę, nie zostawię Cię. Będzie dobrze, zobaczysz. Obiecuję Ci - mówił mocno mnie przytulając.
- Dawid.. ?
- Tak ? - zapytał i spojrzał na mnie
- Ale ty wiesz, że uratowałeś mi życie ? - odpowiedziałam pytając
- Jak to ? Co ty mówisz, ja omal Cię nie zabiłem - mówił
- Nie Dawid, ty mnie uratowałeś. Dzięki temu wypadkowi i temu że robili mi badania. Wyszedł rak, jest to dopiero jego początek więc jest 60% szans że uda się go zwalczyć. Gdyby nie ty, ten wypadek mogłabym dowiedzieć się o nim za późno i nie byłoby szansy na uratowanie mnie. Dziękuję - odpowiedziałam, zaczęłam płakać i mocno się w niego wtuliłam, czułam jak mocno wali mu serce. W tamtym momencie po części byłam załamana chorobą a z drugiej strony cieszyłam się że Dawid jest przy mnie. Nagle do sali wbiegła przerażona mama i zaczęła krzyczeć
- Weronika... Weruś.... W porządku ?
Z Dawidem obróciliśmy się w tym samym momencie, trochę się zdziwiłam
- Tak mamo, w porządku - odpowiedziałam jej lekko się uśmiechając
- Będzie dobrze, zobaczysz, wszystko się ułoży. A Tobie chłopaku.... - mówiła
- Dawid ! - przerwał jej
- Tak, tak... A Tobie Dawidzie dziękuję - dokończyła i usiadła na krześle popijając wodę, nie wiem czemu tak dyszała ale chyba przebiegła pół Polski. Co najmniej tak wyglądała
- Nie ma za co, ja też bardzo się cieszę że mogłem pomóc, na pewno nie zostawię teraz Weroniki, będę was wspierał - pocieszał mamę i jednocześnie mnie. Tak bardzo mi zaimponował, czułam To Coś między nami, ale nie byłam pewna czy on też. Niestety przerwał nam telefon Dawida
- Jej, przepraszam, zasiedziałem się, muszę odebrać - mówił wyciągając telefon z kieszeni
- No hej ! .... Tak.... W szpitali..... Potrąciłem taką dziewczynę..... ale nie specjalnie ! .... Igor uspokój się noo..... tak.... no .. ten.. . tak jakby... dobra pogadamy potem, co jest ? ..... ehhh dobra za 15 minut będę... no na razie - skończył rozmawiać
- Przepraszam, ale muszę lecieć. Wpadnę do Ciebie jeszcze wieczorem, trzymaj się - podbiegł do mnie ucałował w czoło pożegnał się z mamą i wyszedł. To było takie cudowne, chyba się zakochałam, ale nie byłam pewna, w końcu byłam w szoku i wgl, po silnej dawce leków. Ciągle nie mogłam sobie przypomnieć kim jest Dawid.. znałam go przecież... wtedy zadzwonił mój telefon
''kawa z mlekiem budzi mnie, tak codziennie staram się dla ciebie.... to dla ciebie... disco funky albo jazz będę słuchał jeśli chcesz, dla ciebie...''
- o boże ! - wykrzyknęłam tak, że aż mama się zerwała
- Co jest ??? - pytała przerażona
- Nic, po prostu chyba wiem kim jest ten Dawid, który tu był...
- Jak to kim ? - zaśmiała się mama
- No... .to jest Dawid... Dawid Kwiatkowski - mówiłam a sama w to nie wierzyłam
- No tak, hahah a kto by inny ? Nie poznałaś go ? - pytała ciągle się śmiejąc. Śmiech tu był nie na miejscu, bo ja na prawdę nie poznałam go. Spojrzałam dziwnym wzrokiem na mamę i od razu spoważniała.
- Przepraszam, emm to ja pójdę po coś do picia
- Mamo... - chciałam jej powiedzieć o tym co prawdopodobnie czuję do Dawida, ale w ostatniej chwili zrezygnowałam
- Tak ? - zapytała mama grzebiąc w portfelu
- Emm... przynieś mi colę jak możesz - wymyśliłam coś na poczekaniu i położyłam się gapiąc się w okno
- Jasne, za 5 minut będę
Ten rozdział na 100% zepsułam, przepraszam, mam nadzieję że nie nie zniechęci (coooo ahhaha) was to do czytania następnych rozdziałów. Następny pojawi się jutro ;*
Nastała cisza jak makiem zasiał, byłam przerażona.... Nie chciałam dłużej czekać, chciałam przerwać tą ciszę ale nie musiałam.
- Masz... niestety ale masz raka - odpowiedział lekarz i opuścił głowę
Nie dowierzałam, nie wiedziałam co powiedzieć, tylko się jąkałam, czułam jak po policzkach spływały mi łzy, ale przypomniałam sobie.
- Ale.. mówił pan, że to nie jest aż taka zła wiadomość... - zaczęłam
- No tak, bo w prawdzie gdyby nie ten wypadek, prawdopodobnie dowiedzielibyśmy się zbyt późno, a to dopiero początek, rak dopiero zaczął się rozwijać, jest 60% szans że uda nam się go pozbyć - wyjaśnił. Wcale mnie to nie pocieszało, zawsze miałam pecha więc czemu tym razem miałoby być inaczej. Poprosiłam lekarza aby zostawił mnie samą. Schowałam oczy w dłonie i jak dziecko się rozpłakałam, nie wiedziałam co mam myśleć, aż odechciało mi się żyć, leżałam i płakałam. Nic więcej, nagle ktoś zapukał.
- Weronika ? - zapytał Dawid
- Tak... ? Wejdź - odpowiedziałam i szybko otarłam łzy. Usiadłam na łóżku robiąc miejsce chłopakowi. Tym razem nie musiałam go prosić aby usiadł, sam to zrobił. Patrzył mi w oczy, czułam jak łzy cisnął mi się do oczu, ale chciałam pokazać że jestem twarda, po dosyć krępującej ciszy Dawid odezwał się
- I jak ? Co ci jest ? - zapytał
Zaczęły mi płynąć łzy, nie chciałam mówić ale on działał na mnie jakoś ''inaczej'' czułam że jest dobry, że mnie wesprze... Po chwili odpowiedziałam mu
- Mam raka - patrzyłam mu prosto w oczy, nie mogłam powstrzymać łez. Dawid przybliżył się i mocno mnie przytulił. Poczułam się tak inaczej, bezpiecznie.
- Damy radę, nie zostawię Cię. Będzie dobrze, zobaczysz. Obiecuję Ci - mówił mocno mnie przytulając.
- Dawid.. ?
- Tak ? - zapytał i spojrzał na mnie
- Ale ty wiesz, że uratowałeś mi życie ? - odpowiedziałam pytając
- Jak to ? Co ty mówisz, ja omal Cię nie zabiłem - mówił
- Nie Dawid, ty mnie uratowałeś. Dzięki temu wypadkowi i temu że robili mi badania. Wyszedł rak, jest to dopiero jego początek więc jest 60% szans że uda się go zwalczyć. Gdyby nie ty, ten wypadek mogłabym dowiedzieć się o nim za późno i nie byłoby szansy na uratowanie mnie. Dziękuję - odpowiedziałam, zaczęłam płakać i mocno się w niego wtuliłam, czułam jak mocno wali mu serce. W tamtym momencie po części byłam załamana chorobą a z drugiej strony cieszyłam się że Dawid jest przy mnie. Nagle do sali wbiegła przerażona mama i zaczęła krzyczeć
- Weronika... Weruś.... W porządku ?
Z Dawidem obróciliśmy się w tym samym momencie, trochę się zdziwiłam
- Tak mamo, w porządku - odpowiedziałam jej lekko się uśmiechając
- Będzie dobrze, zobaczysz, wszystko się ułoży. A Tobie chłopaku.... - mówiła
- Dawid ! - przerwał jej
- Tak, tak... A Tobie Dawidzie dziękuję - dokończyła i usiadła na krześle popijając wodę, nie wiem czemu tak dyszała ale chyba przebiegła pół Polski. Co najmniej tak wyglądała
- Nie ma za co, ja też bardzo się cieszę że mogłem pomóc, na pewno nie zostawię teraz Weroniki, będę was wspierał - pocieszał mamę i jednocześnie mnie. Tak bardzo mi zaimponował, czułam To Coś między nami, ale nie byłam pewna czy on też. Niestety przerwał nam telefon Dawida
- Jej, przepraszam, zasiedziałem się, muszę odebrać - mówił wyciągając telefon z kieszeni
- No hej ! .... Tak.... W szpitali..... Potrąciłem taką dziewczynę..... ale nie specjalnie ! .... Igor uspokój się noo..... tak.... no .. ten.. . tak jakby... dobra pogadamy potem, co jest ? ..... ehhh dobra za 15 minut będę... no na razie - skończył rozmawiać
- Przepraszam, ale muszę lecieć. Wpadnę do Ciebie jeszcze wieczorem, trzymaj się - podbiegł do mnie ucałował w czoło pożegnał się z mamą i wyszedł. To było takie cudowne, chyba się zakochałam, ale nie byłam pewna, w końcu byłam w szoku i wgl, po silnej dawce leków. Ciągle nie mogłam sobie przypomnieć kim jest Dawid.. znałam go przecież... wtedy zadzwonił mój telefon
''kawa z mlekiem budzi mnie, tak codziennie staram się dla ciebie.... to dla ciebie... disco funky albo jazz będę słuchał jeśli chcesz, dla ciebie...''
- o boże ! - wykrzyknęłam tak, że aż mama się zerwała
- Co jest ??? - pytała przerażona
- Nic, po prostu chyba wiem kim jest ten Dawid, który tu był...
- Jak to kim ? - zaśmiała się mama
- No... .to jest Dawid... Dawid Kwiatkowski - mówiłam a sama w to nie wierzyłam
- No tak, hahah a kto by inny ? Nie poznałaś go ? - pytała ciągle się śmiejąc. Śmiech tu był nie na miejscu, bo ja na prawdę nie poznałam go. Spojrzałam dziwnym wzrokiem na mamę i od razu spoważniała.
- Przepraszam, emm to ja pójdę po coś do picia
- Mamo... - chciałam jej powiedzieć o tym co prawdopodobnie czuję do Dawida, ale w ostatniej chwili zrezygnowałam
- Tak ? - zapytała mama grzebiąc w portfelu
- Emm... przynieś mi colę jak możesz - wymyśliłam coś na poczekaniu i położyłam się gapiąc się w okno
- Jasne, za 5 minut będę
Ten rozdział na 100% zepsułam, przepraszam, mam nadzieję że nie nie zniechęci (coooo ahhaha) was to do czytania następnych rozdziałów. Następny pojawi się jutro ;*
niedziela, 13 lipca 2014
ROZDZIAŁ 3
Obudziłam się w całkiem innym miejscu z wielkim bólem głowy, nie pamiętałam do końca co się stało. Za szybą stał jakiś chłopak, rozmawiał z policją a obok mnie siedziała mama
- Panie doktorze !! Obudziła się !! - wykrzyknęła mama przytulając mnie tak że omal mnie nie udusiła. Lekko się uśmiechnęłam, bardziej nie dałam rady, byłam w szoku.
- Gdzie ja jestem ? - pytałam rozglądając się po sali
- Spokojnie, jesteś w szpitalu, ja jestem Twoim lekarzem - powiedział facet wchodząc do sali. Trochę się uspokoiłam ale za chiny nie mogłam sobie przypomnieć co się stało.
- A... dlaczego ja tutaj jestem ? - pytałam
- Jak to dlaczego ? Nie pamiętasz ? - pytał wystraszony lekarz. Pokiwałam przecząco głową i czekałam na wyjaśnienia.
- Miałaś wypadek, wbiegłaś temu chłopakowi pod auto - powiedział już trochę spokojniej i wskazał na młodego chłopaka za szybą. Nie wiedziałam co mam robić, skądś kojarzyłam chłopaka ale nie wiedziałam z kąt. Ciągle łapałam się za głowę, ból czasami był nie do wytrzymania i łzy same cisnęły mi się do oczu. Doktor to zauważył i natychmiast podał mi jakieś leki przeciwbólowe, które i tak nie pomagały. Chciałam porozmawiać z tym chłopakiem, widziałam jak stał, był strasznie zdenerwowany.
- Prze.. Przepraszam ? - zaczęłam niepewnie
- Tak ? - odpowiedział doktor
- Czy.. mogłabym porozmawiać z tym chłopakiem ? - zapytałam
- Myślę, że tak. Tylko nie denerwuj się, jak skończy rozmawiać z policją, zawołam go tutaj - odpowiedział już nie patrząc na mnie a w jakiś plik kartek. Co chwila poprawiał okulary, zbliżał się do kartek i oddalał. Trochę mnie to dziwiło, ale nie chciałam się zadręczać, spojrzałam na siebie... Byłam cała obklejona plastrami, poobijana i pozawijana jakimiś grubymi bandażami.
- Córciu, jak się czujesz ? - pytała zatroskana mama
- Źle, nie pamiętam co się stało.... kim jest ten chłopak, który mnie potrącił ? Czemu ja mu wbiegłam pod auto ? - pytałam ze łzami w oczach. Jakieś dziwne było to uczucie, że wszyscy wokół Ciebie wiedzą co się stało, tylko nie ty...
- Na prawdę nie pamiętasz ? - zapytała z niedowierzaniem mama, ja tylko pokiwałam głową na znak, że nie. - Ojej, ah.. no pokłóciłyśmy się w kawiarni, w sumie nie wiem o co, ale bardzo się zdenerwowałaś i wybiegłaś, jak usłyszałam krzyki, klakson i hamowanie, strasznie się wystraszyłam i szybko tam pobiegłam, wtedy ty już leżałaś nieprzytomna na ziemi a obok Ciebie klęczał ten chłopak, trochę na niego nakrzyczałam, nie wiedziałam że to ty mu wbiegłaś pod koła - posmutniała.
- Mamo przepraszam, ja nie wiem dlaczego to zrobiłam, nie pamiętam, ale na pewno specjalnie bym nie wbiegła, musiałam nie zauważyć tego auta... A co z nim będzie ? - dopytywałam się
- Z kim ?
- No .. z NIM - odpowiedziałam i wskazałam na chłopaka.
- Nie wiem, policja będzie o tym myślała, nie my. Na razie musimy martwić się Tobą, ciągle nie wiem co Ci jest - odpowiedziała mama
- A myślisz że to coś poważnego ? - ciągle się dopytywałam.
- Mam nadzieję że nie - odpowiedziała szybko i podeszła do lekarza, który ciągle przeglądał plik kartek. O coś go pytała, jak zwykle tak żebym tylko ja nic nie słyszała, chciałam zapytać co ze mną ale przerwało mi pukanie w drzwi. To był ten chłopak, jak tylko go zobaczyłam, doznałam szoku. On na pewno by mnie nie potrącił, był za miły. Widziałam to po nim, trochę nogi mu się trzęsły, starał się ukryć to swoim cudownym uśmiechem. Ale ja wszystko zauważę, zaśmiałam się pod nosem, uśmiechnęłam się i poprosiłam aby wszedł.
- Hej ! Wejdź - powiedziałam
Chłopak uśmiechnął się i stanął obok mnie. Zrobiłam minę trochę jak hmmm w sumie nawet nie wiem jak co hahaah tak jakby zabiłam go wzrokiem (?) nie wiem. Chciałam żeby usiadł, a nie żeby stał jak skazaniec. W końcu nic takiego się nie stało, ja ciągle żyję.
- Siadaj ! - powiedziałam i posunęłam się aby chłopak mógł usiąść
- Dzięki - odpowiedział krótko zachrypniętym głosem
Spojrzałam na mamę i lekarza, od razu wiedzieli że chcę zostać z nim sama
- Yyy to my pójdziemy sprawdzić wyniki badań - powiedział lekarz, szturchnął ręką mamę i wyszli. Trochę mnie to rozbawiło, chłopak już trochę się oswoił (?) i zapytał
- Czemu się śmiejesz ?
- Z nich, to takie śmieszne, zresztą, mnie wszystko śmieszy, głupia jestem - odpowiedziałam i natychmiast się speszyłam.
- Nie nie jesteś, jesteś bardzo miła - odpowiedział chłopak i uśmiechnął się, znów nieziemsko
- Skąd to wiesz ? - pytałam
- Widzę..... ktoś inny na pewno wygonił by mnie, zabił, pobił i takie tam. A ty nie, ty chcesz porozmawiać - odpowiedział wgapiony w podłogę
- Czemu miałabym Cię zabić ? hahah - zaśmiałam się - przecież to moja wina, nie Twoja - dodałam
Chłopak nie odpowiedział, był smutny, widziałam to. Chciałam jakoś go rozweselić ale nie wiedziałam jak, szybki ruch i zobaczę co zrobi
- Weronika - powiedziałam uśmiechając się i podałam mu rękę. Chłopak spojrzał na mnie, trochę nie przekonany, jakby się bał, że odgryzę mu tę rękę ale w końcu się przekonał
- Dawid - odpowiedział i podał mi rękę. Od razu jakby zmieniła się atmosfera, ale ja poczułam coś dziwnego. Czułam że go znam, jego włosy... uśmiech.. imię (!) sięgałam gdzieś w dal pamięcią, ale na nic. Nie mogłam sobie przypomnieć, ale wiedziałam że na pewno jest kimś więcej niż zwykłym chłopakiem, któremu wbiegłam pod samochód. Zaczęliśmy rozmawiać, on co chwilę pytał czy wszystko w porządku, czy czegoś nie potrzebuję. W pewnym momencie do sali wszedł lekarz, miał trochę dziwną minę, nie był ani radosny, ani jakiś bardzo smutny. Dawid odruchowo wstał z łóżka a ja spojrzałam pytająco na lekarza.
- Mam wyniki badań - odpowiedział w końcu i spojrzał w kartkę, Dawid złapał mnie za rękę, ale to chyba nie było odruchowo, spojrzał nam nie przez ramię i wyszeptał - Będzie dobrze. JA tylko zdążyłam się uśmiechnąć bo chłopak wyszedł z sali i szybko dodał - Idę po wodę
Lekarz usiadł na krześle obok i zaczął
- Nie mam dobrych wiadomości, ale złych w prawdzie też nie...
W głowie miałam tysiące, a nawet setki tysięcy myśli, złych i dobrych... Co on powie ? Czy ja mam raka ? Czy będę kaleką ? Ciągłe pytania chodziły mi po głowie, przez co nie słyszałam co mówił lekarz.
- Weroniko... ? - zapytał
- Yyy tak ? tak ? Przepraszam zamyśliłam się - odpowiedziałam odrywając się od nurtujących pytań
- Tak też myślałem, więc... - odpowiedział i nagle przerwał
- To.. wie pan co mi jest ? - pytałam ciągle niepewna
- Tak wiem... Masz....
I jak ? Wiem, że nudne i trochę zepsułam, ale piszę to i ciągle śpię hahahah kolejny rozdział jutro chyba że zdążę to jeszcze dziś wieczorem, trzymajcie się ciepło ;*
- Panie doktorze !! Obudziła się !! - wykrzyknęła mama przytulając mnie tak że omal mnie nie udusiła. Lekko się uśmiechnęłam, bardziej nie dałam rady, byłam w szoku.
- Gdzie ja jestem ? - pytałam rozglądając się po sali
- Spokojnie, jesteś w szpitalu, ja jestem Twoim lekarzem - powiedział facet wchodząc do sali. Trochę się uspokoiłam ale za chiny nie mogłam sobie przypomnieć co się stało.
- A... dlaczego ja tutaj jestem ? - pytałam
- Jak to dlaczego ? Nie pamiętasz ? - pytał wystraszony lekarz. Pokiwałam przecząco głową i czekałam na wyjaśnienia.
- Miałaś wypadek, wbiegłaś temu chłopakowi pod auto - powiedział już trochę spokojniej i wskazał na młodego chłopaka za szybą. Nie wiedziałam co mam robić, skądś kojarzyłam chłopaka ale nie wiedziałam z kąt. Ciągle łapałam się za głowę, ból czasami był nie do wytrzymania i łzy same cisnęły mi się do oczu. Doktor to zauważył i natychmiast podał mi jakieś leki przeciwbólowe, które i tak nie pomagały. Chciałam porozmawiać z tym chłopakiem, widziałam jak stał, był strasznie zdenerwowany.
- Prze.. Przepraszam ? - zaczęłam niepewnie
- Tak ? - odpowiedział doktor
- Czy.. mogłabym porozmawiać z tym chłopakiem ? - zapytałam
- Myślę, że tak. Tylko nie denerwuj się, jak skończy rozmawiać z policją, zawołam go tutaj - odpowiedział już nie patrząc na mnie a w jakiś plik kartek. Co chwila poprawiał okulary, zbliżał się do kartek i oddalał. Trochę mnie to dziwiło, ale nie chciałam się zadręczać, spojrzałam na siebie... Byłam cała obklejona plastrami, poobijana i pozawijana jakimiś grubymi bandażami.
- Córciu, jak się czujesz ? - pytała zatroskana mama
- Źle, nie pamiętam co się stało.... kim jest ten chłopak, który mnie potrącił ? Czemu ja mu wbiegłam pod auto ? - pytałam ze łzami w oczach. Jakieś dziwne było to uczucie, że wszyscy wokół Ciebie wiedzą co się stało, tylko nie ty...
- Na prawdę nie pamiętasz ? - zapytała z niedowierzaniem mama, ja tylko pokiwałam głową na znak, że nie. - Ojej, ah.. no pokłóciłyśmy się w kawiarni, w sumie nie wiem o co, ale bardzo się zdenerwowałaś i wybiegłaś, jak usłyszałam krzyki, klakson i hamowanie, strasznie się wystraszyłam i szybko tam pobiegłam, wtedy ty już leżałaś nieprzytomna na ziemi a obok Ciebie klęczał ten chłopak, trochę na niego nakrzyczałam, nie wiedziałam że to ty mu wbiegłaś pod koła - posmutniała.
- Mamo przepraszam, ja nie wiem dlaczego to zrobiłam, nie pamiętam, ale na pewno specjalnie bym nie wbiegła, musiałam nie zauważyć tego auta... A co z nim będzie ? - dopytywałam się
- Z kim ?
- No .. z NIM - odpowiedziałam i wskazałam na chłopaka.
- Nie wiem, policja będzie o tym myślała, nie my. Na razie musimy martwić się Tobą, ciągle nie wiem co Ci jest - odpowiedziała mama
- A myślisz że to coś poważnego ? - ciągle się dopytywałam.
- Mam nadzieję że nie - odpowiedziała szybko i podeszła do lekarza, który ciągle przeglądał plik kartek. O coś go pytała, jak zwykle tak żebym tylko ja nic nie słyszała, chciałam zapytać co ze mną ale przerwało mi pukanie w drzwi. To był ten chłopak, jak tylko go zobaczyłam, doznałam szoku. On na pewno by mnie nie potrącił, był za miły. Widziałam to po nim, trochę nogi mu się trzęsły, starał się ukryć to swoim cudownym uśmiechem. Ale ja wszystko zauważę, zaśmiałam się pod nosem, uśmiechnęłam się i poprosiłam aby wszedł.
- Hej ! Wejdź - powiedziałam
Chłopak uśmiechnął się i stanął obok mnie. Zrobiłam minę trochę jak hmmm w sumie nawet nie wiem jak co hahaah tak jakby zabiłam go wzrokiem (?) nie wiem. Chciałam żeby usiadł, a nie żeby stał jak skazaniec. W końcu nic takiego się nie stało, ja ciągle żyję.
- Siadaj ! - powiedziałam i posunęłam się aby chłopak mógł usiąść
- Dzięki - odpowiedział krótko zachrypniętym głosem
Spojrzałam na mamę i lekarza, od razu wiedzieli że chcę zostać z nim sama
- Yyy to my pójdziemy sprawdzić wyniki badań - powiedział lekarz, szturchnął ręką mamę i wyszli. Trochę mnie to rozbawiło, chłopak już trochę się oswoił (?) i zapytał
- Czemu się śmiejesz ?
- Z nich, to takie śmieszne, zresztą, mnie wszystko śmieszy, głupia jestem - odpowiedziałam i natychmiast się speszyłam.
- Nie nie jesteś, jesteś bardzo miła - odpowiedział chłopak i uśmiechnął się, znów nieziemsko
- Skąd to wiesz ? - pytałam
- Widzę..... ktoś inny na pewno wygonił by mnie, zabił, pobił i takie tam. A ty nie, ty chcesz porozmawiać - odpowiedział wgapiony w podłogę
- Czemu miałabym Cię zabić ? hahah - zaśmiałam się - przecież to moja wina, nie Twoja - dodałam
Chłopak nie odpowiedział, był smutny, widziałam to. Chciałam jakoś go rozweselić ale nie wiedziałam jak, szybki ruch i zobaczę co zrobi
- Weronika - powiedziałam uśmiechając się i podałam mu rękę. Chłopak spojrzał na mnie, trochę nie przekonany, jakby się bał, że odgryzę mu tę rękę ale w końcu się przekonał
- Dawid - odpowiedział i podał mi rękę. Od razu jakby zmieniła się atmosfera, ale ja poczułam coś dziwnego. Czułam że go znam, jego włosy... uśmiech.. imię (!) sięgałam gdzieś w dal pamięcią, ale na nic. Nie mogłam sobie przypomnieć, ale wiedziałam że na pewno jest kimś więcej niż zwykłym chłopakiem, któremu wbiegłam pod samochód. Zaczęliśmy rozmawiać, on co chwilę pytał czy wszystko w porządku, czy czegoś nie potrzebuję. W pewnym momencie do sali wszedł lekarz, miał trochę dziwną minę, nie był ani radosny, ani jakiś bardzo smutny. Dawid odruchowo wstał z łóżka a ja spojrzałam pytająco na lekarza.
- Mam wyniki badań - odpowiedział w końcu i spojrzał w kartkę, Dawid złapał mnie za rękę, ale to chyba nie było odruchowo, spojrzał nam nie przez ramię i wyszeptał - Będzie dobrze. JA tylko zdążyłam się uśmiechnąć bo chłopak wyszedł z sali i szybko dodał - Idę po wodę
Lekarz usiadł na krześle obok i zaczął
- Nie mam dobrych wiadomości, ale złych w prawdzie też nie...
W głowie miałam tysiące, a nawet setki tysięcy myśli, złych i dobrych... Co on powie ? Czy ja mam raka ? Czy będę kaleką ? Ciągłe pytania chodziły mi po głowie, przez co nie słyszałam co mówił lekarz.
- Weroniko... ? - zapytał
- Yyy tak ? tak ? Przepraszam zamyśliłam się - odpowiedziałam odrywając się od nurtujących pytań
- Tak też myślałem, więc... - odpowiedział i nagle przerwał
- To.. wie pan co mi jest ? - pytałam ciągle niepewna
- Tak wiem... Masz....
I jak ? Wiem, że nudne i trochę zepsułam, ale piszę to i ciągle śpię hahahah kolejny rozdział jutro chyba że zdążę to jeszcze dziś wieczorem, trzymajcie się ciepło ;*
sobota, 12 lipca 2014
ROZDZIAŁ 2
Zdziwiłam się trochę co za prezent może być w takim małym pudełeczku, po chwili zastanowienia otwarłam je... To co tam zauważyłam trochę mnie zdziwiło, na dnie pudełeczka leżała kartka, spojrzałam pytającym wzrokiem na Olivię a ta powiedziała - zobacz. I uśmiechnęła się, wyjęłam karteczkę a na niej były cyfry, w sumie to chyba numer... Nie wiedziałam czyj i po co mi on, zapytałam więc przyjaciółki
-Czyj to numer ?
Olivia tylko się uśmiechnęła, często nie potrafiłam jej rozszyfrować, była taka tajemnicza, nie kazała się długo prosić i w końcu powiedziała - To numer Dawida.....
-Jak to ?! Ale jak ?! Jakiego ?! - pytałam krzycząc na pół miasta
-No jak jakiego ? Kwiatkowskiego, a jakiego innego. Zatrzymaj go w razie potrzeby - powiedziała ciągle spokojnie
Nie wierzyłam w to co słyszę i widze, to było niemożliwe, skąd niby Olivia miała jego numer ? Jak to mi ! Jego przyjaciółce z dawnych lat nie udało się nawet zaprosić go do znajomych na facebook'u a jej udało się zdobyć numer. Nie możliwe ona coś kręci
- Olivka....-powiedziałam
-Tak?
- Ty masz ze mnie beke no nie ?
-Nie, czemu ??
- Skąd masz niby numer Dawida ?
-Aaa mam swoje sposoby, nie będę Ci tłumaczyć, po prostu zatrzymaj go - powiedziała, uścisnęła mnie po czym mama zagoniła mnie do samochodu i zamknęła za mną drzwi. Ostatni raz pożegnałam się z Olivią i znów łzy napływały mi do oczu
- Kocham Cię Olivia ! Pamiętaj ! I dziękuję ! - wykrzyknęłam przez pół otwartą szybę samochodu
- JA Ciebie też ! I to ja dziękuję ! Zajrzyj pod gąbeczkę ! - odpowiedziała mi
Nie zrozumiałam o co chodziło, trochę zajęło mi żebym ogarnęła o co chodzi... Spojrzałam na pudełeczko, faktycznie na dnie była mała gąbeczka, wyciągnęłam ją a pod nią leżała bransoletka z napisem #Zawsze zdziwiło mnie to, ale moje jakże ciekawe rozmyślanie przerwał sygnał przychodzącego MMS'a a co w nim się znajdowało ? Zdjęcie od Olivii.... Zdjęcie bransoletki takiej samej jak moja, tyle że z napisem #Na To było takie kochane, czułam że miałam szklane oczy, pod nosem powiedziałam ''Na Zawsze'' włączyłam piosenki Dawida i zasnęłam, miałam piękny sen...... Byłam w Warszawie, szłam sobie ulicą i dobiłam do chłopaka, który okazał się być Dawidem, zaczęłam płakać, mówiłam, że go kocham, pytałam czy mnie pamięta on spojrzał mi w oczy i powiedział ''Weronika ? '' ryczałam co raz bardziej, wtuliłam się w Dawida i odpowiedziałam krótkie tak.... dziwny był ten sen taki krótki, obudził mnie dźwięk klaksonu.
- Mamo ! Ja spałam ! - wykrzyknęłam lekko wystraszona
- Wiem, dlatego Cię obudziłam, zaraz mamy samolot - odpowiedziała mama wyciągając walizki z bagażnika. Niechętnie wstałam z siedzenia, sprawdziłam czy mam wszystko, zabrałam walizkę i szłam w stronę lotniska ślepo patrząc w ziemię Jak zawsze udało mi się do kogoś dobić
- Ups, przeprasza - powiedziałam nerwowo
-Nic nie szkodzi - odpowiedział starszy pan i lekko się uśmiechnął
Spojrzałam za siebie czy przypadkiem nie zgubiłam mamy, szła za mną. Dotarliśmy na lotnisko, zaczęła się odprawa, po jakimś czasie zajmowaliśmy miejsca w samolocie. Nie chciałam wylatywać, strasznie źle się czułam, byłam już przywiązana do tego miejsca, jednak 10 lat spędzone tutaj to trochę dużo. Tęskniłam już za Olivią, za moim kochanym pieskiem, którego musieliśmy zostawić u Olivki bo nie mogliśmy lecieć z nim do Polski. Mama zauważyła że jest coś nie tak
-Weronika... - zapytała
- Tak ? - odpowiedziałam gapiąc się w okno szukając jakiegoś punktu zaczepienia
- Wiem, że jest Ci ciężko, wiem, że przywiązałaś się do tego miejsca, do Olivii - mówiła
- Nie mamo ! Nie ! Ty nic nie wiesz, nigdy nie wiedziałaś.... - odpowiedziałam jej trochę wrednie ale byłam strasznie zła i smutna, mamie już nie chciało się drążyć po raz tysięczny tego samego tematu, westchnęła tylko i poszła spać. Podróż mijała nieskończenie, czułam że chyba nigdy nie wylądujemy, w końcu ! Usłyszałam dźwięk na który tak długo czekałam !
- Prosimy o zapięcie pasów, przygotowujemy się do lądowania
Obudziłam mamę i zapięłyśmy pasy, szczerze ? To byłam trochę podekscytowana, sama nie wiem czym, tym że zaraz będę w Polsce ? Tym, że w końcu jest możliwość, że spotkam mojego idola i przyjaciela z dawnych lat ? Nie wiem, wiem że na pewno mój humor był o wiele lepszy niż rano.
W końcu wylądowaliśmy, jestem cała haha zaśmiałam się pod nosem, skoczyliśmy jeszcze do Złotych Tarasów na kawę, oczywiście ! Dopiero co wylądowaliśmy a ja już musiałam pokłócić się z mamą, norma. W sumie kłótnia była o byle co ale tak się wkurzyłam, że wyszłam z galerii i szłam wkurzona przed siebie, myślałam, że zaraz się ugotuję ze złości nawet nie zauważyłam kiedy weszłam na ulicę, usłyszałam tylko klakson, próbę mocnego hamowania jakieś krzyki i chłopaka wybiegającego z samochodu, leżałam już wtedy na ziemi, obraz miałam zamazany, próbowałam poznać osobę która stoi przede mną, ale w tym momencie straciłam przytomność....
Podoba się ? Czekam na komentarze z opinią, każdy a nawet mały komentarz motywuje do dalszego pisania :)
-Czyj to numer ?
Olivia tylko się uśmiechnęła, często nie potrafiłam jej rozszyfrować, była taka tajemnicza, nie kazała się długo prosić i w końcu powiedziała - To numer Dawida.....
-Jak to ?! Ale jak ?! Jakiego ?! - pytałam krzycząc na pół miasta
-No jak jakiego ? Kwiatkowskiego, a jakiego innego. Zatrzymaj go w razie potrzeby - powiedziała ciągle spokojnie
Nie wierzyłam w to co słyszę i widze, to było niemożliwe, skąd niby Olivia miała jego numer ? Jak to mi ! Jego przyjaciółce z dawnych lat nie udało się nawet zaprosić go do znajomych na facebook'u a jej udało się zdobyć numer. Nie możliwe ona coś kręci
- Olivka....-powiedziałam
-Tak?
- Ty masz ze mnie beke no nie ?
-Nie, czemu ??
- Skąd masz niby numer Dawida ?
-Aaa mam swoje sposoby, nie będę Ci tłumaczyć, po prostu zatrzymaj go - powiedziała, uścisnęła mnie po czym mama zagoniła mnie do samochodu i zamknęła za mną drzwi. Ostatni raz pożegnałam się z Olivią i znów łzy napływały mi do oczu
- Kocham Cię Olivia ! Pamiętaj ! I dziękuję ! - wykrzyknęłam przez pół otwartą szybę samochodu
- JA Ciebie też ! I to ja dziękuję ! Zajrzyj pod gąbeczkę ! - odpowiedziała mi
Nie zrozumiałam o co chodziło, trochę zajęło mi żebym ogarnęła o co chodzi... Spojrzałam na pudełeczko, faktycznie na dnie była mała gąbeczka, wyciągnęłam ją a pod nią leżała bransoletka z napisem #Zawsze zdziwiło mnie to, ale moje jakże ciekawe rozmyślanie przerwał sygnał przychodzącego MMS'a a co w nim się znajdowało ? Zdjęcie od Olivii.... Zdjęcie bransoletki takiej samej jak moja, tyle że z napisem #Na To było takie kochane, czułam że miałam szklane oczy, pod nosem powiedziałam ''Na Zawsze'' włączyłam piosenki Dawida i zasnęłam, miałam piękny sen...... Byłam w Warszawie, szłam sobie ulicą i dobiłam do chłopaka, który okazał się być Dawidem, zaczęłam płakać, mówiłam, że go kocham, pytałam czy mnie pamięta on spojrzał mi w oczy i powiedział ''Weronika ? '' ryczałam co raz bardziej, wtuliłam się w Dawida i odpowiedziałam krótkie tak.... dziwny był ten sen taki krótki, obudził mnie dźwięk klaksonu.
- Mamo ! Ja spałam ! - wykrzyknęłam lekko wystraszona
- Wiem, dlatego Cię obudziłam, zaraz mamy samolot - odpowiedziała mama wyciągając walizki z bagażnika. Niechętnie wstałam z siedzenia, sprawdziłam czy mam wszystko, zabrałam walizkę i szłam w stronę lotniska ślepo patrząc w ziemię Jak zawsze udało mi się do kogoś dobić
- Ups, przeprasza - powiedziałam nerwowo
-Nic nie szkodzi - odpowiedział starszy pan i lekko się uśmiechnął
Spojrzałam za siebie czy przypadkiem nie zgubiłam mamy, szła za mną. Dotarliśmy na lotnisko, zaczęła się odprawa, po jakimś czasie zajmowaliśmy miejsca w samolocie. Nie chciałam wylatywać, strasznie źle się czułam, byłam już przywiązana do tego miejsca, jednak 10 lat spędzone tutaj to trochę dużo. Tęskniłam już za Olivią, za moim kochanym pieskiem, którego musieliśmy zostawić u Olivki bo nie mogliśmy lecieć z nim do Polski. Mama zauważyła że jest coś nie tak
-Weronika... - zapytała
- Tak ? - odpowiedziałam gapiąc się w okno szukając jakiegoś punktu zaczepienia
- Wiem, że jest Ci ciężko, wiem, że przywiązałaś się do tego miejsca, do Olivii - mówiła
- Nie mamo ! Nie ! Ty nic nie wiesz, nigdy nie wiedziałaś.... - odpowiedziałam jej trochę wrednie ale byłam strasznie zła i smutna, mamie już nie chciało się drążyć po raz tysięczny tego samego tematu, westchnęła tylko i poszła spać. Podróż mijała nieskończenie, czułam że chyba nigdy nie wylądujemy, w końcu ! Usłyszałam dźwięk na który tak długo czekałam !
- Prosimy o zapięcie pasów, przygotowujemy się do lądowania
Obudziłam mamę i zapięłyśmy pasy, szczerze ? To byłam trochę podekscytowana, sama nie wiem czym, tym że zaraz będę w Polsce ? Tym, że w końcu jest możliwość, że spotkam mojego idola i przyjaciela z dawnych lat ? Nie wiem, wiem że na pewno mój humor był o wiele lepszy niż rano.
W końcu wylądowaliśmy, jestem cała haha zaśmiałam się pod nosem, skoczyliśmy jeszcze do Złotych Tarasów na kawę, oczywiście ! Dopiero co wylądowaliśmy a ja już musiałam pokłócić się z mamą, norma. W sumie kłótnia była o byle co ale tak się wkurzyłam, że wyszłam z galerii i szłam wkurzona przed siebie, myślałam, że zaraz się ugotuję ze złości nawet nie zauważyłam kiedy weszłam na ulicę, usłyszałam tylko klakson, próbę mocnego hamowania jakieś krzyki i chłopaka wybiegającego z samochodu, leżałam już wtedy na ziemi, obraz miałam zamazany, próbowałam poznać osobę która stoi przede mną, ale w tym momencie straciłam przytomność....
Podoba się ? Czekam na komentarze z opinią, każdy a nawet mały komentarz motywuje do dalszego pisania :)
piątek, 11 lipca 2014
ROZDZIAŁ 1
-Weronika ! Wstawaj bo spóźnimy się na samolot ! - usłyszałam krzyk mamy dobiegający z dołu
Ehh pomyślałam, nie chcę wracać do Polski, nie odnajdę się tam, znowu będę musiała przejść przez to samo.... nowi znajomi, nowe spojrzenia, nowe docinki, boję się że znowu będzie źle i znowu wrócę do okaleczania się i zatruwania sobie życia. Rozmyślałam tak o złych rzeczach a nie pomyślałam o tych dobrych !
- Dawid !!! - wykrzyknęłam tak że chyba cała Anglia mnie usłyszała. Jak tylko pomyślałam, że w końcu zobaczę Dawida, tak tego Dawida, tego który uratował mi życie, z którym bawiłam się w piaskownicy, przez którego byłam prawie łysa bo przykleił mi gumę do włosów. Tego Dawida, który o mnie zapomniał..... Pomyślałam i momentalnie posmutniałam, nie chciałam się zadręczać tym, że już nie będzie jak za czasów dzieciństwa, to juz nie to samo..... Wypęzłam z łóżka, włożyłam na siebie jakiś dres i krótki top, spięłam włosy w byle jakiego koka i zeszłam na dół.
- No w końcu ! Ja nie wiem, czy ty chcesz wracać na nogach do Polski ? - zapytała zdenerwowana mama
- Nie... Tak... Nie, ja w ogóle nie chcę tam wracać...- odpowiedziałam i rzuciłam się na kanapę
- Weronika, ile razy mam Ci tłumaczyć, że
- Że teraz jest inaczej ? Że czasy się zmieniły ? Że to nie to samo ? Że tam będzie nam lepiej? -powiedziałam przerywając jej. - Już to słyszałam - dodałam i zaczęłam przełączać bezinteresownie kanały w telewizorze. Mama nie odpowiedziała tylko lekko wzdychnęła, położyła kanapki na talerz i podstawiła mi je pod nos
- Nie jestem głodna - powiedziałam nie patrząc na talerz
- Nie kłam, znam Cię. Ty zawsze jesteś głodna - odpowiedziała chcąc być śmieszna
- O której mamy samolot ? - zapytałam zmieniając temat
- O 10 - odpowiedziała krótko mama odstawiając talerz na stół
- Idę po walizki ! - krzyknęłam będąc już na schodach, nie chciało mi się w ogóle po nich wchodzić, myślałam, że zaraz się wywalę i będę się czołgała. Całą noc nie spałam myśląc o tym jak to będzie... Jak to będzie wrócić do Polski po 10 latach, co ja tam będę robiła ? Z kim będę rozmawiała ? Usłyszałam jak z pokoju dzwoni mój telefon
''kawa z mlekiem budzi mnie, tak codziennie staram się dla ciebie... to dla ciebie... disco funky albo jazz będę słuchał jeśli chcesz dla ciebie...''
zaczęłam sobie nucić tekst tej piosenki aż w końcu odebrałam, dzwoniła Olivia, moja jedyna prawdziwa przyjaciółka w Londynie, ona jako jedyna zaakceptowała to, że jestem z Polski, w dodatku także była fanką Dawida. Dogadywałam się z nią jak nigdy z nikim innym (nie licząc Dawida, on jedyny mnie rozumiał)
-Heeeej ! - wykrzyknęłam ukrywając lekkiego doła i zmęczenie, nie lubiłam mówić Olivce że jest mi smutno, wtedy tak bardzo się martwiła...
-No hej ! Wyjdź w końcu ! Stoję pod drzwiami z pół godziny, nie chcesz się ze mną pożegnać ?
- Ojej sorki ! A co do pożegnania... To nie nie chcę - od razu posmutniałam
- Oj misia, wiesz że ja też bardzo to przeżywam, trudno tak musiało być, ale obiecuję że spotkamy się nie raz ! Złaź już bo trochę tu nudno - powiedziała ze śmiechem i rozłączyła się
Wzięłam szybko walizki i zbiegłam na dół, o mało co nie spadłam ze schodów, jednak trudno biega się z walizkami po pokręconych schodach
-Zaczekam w samochodzie ! - krzyknęłam do mamy która też zabierała już walizki
- Heeeej !!!!!!!!!!!!!! -rzuciłam się na Olivię i momentalnie się rozpłakałam, ona zresztą też. - Nie chcę stąd wylatywać, już się przyzwyczaiłam, było mi dobrze, nie wiem jak poradzę sobie bez Ciebie - zaczęłam płakać jak opętana
- Ja też... ale jakoś damy radę, musimy, codziennie będziemy ze sobą pisać, będziemy do siebie dzwonić, jakoś to będzie - Olivia również cała zapłakana próbowała ogarnąć sytuację
-Mam coś dla Ciebie ! - Dodała od razu nabierając uśmiechu na twarzy
- Co to takiego ? - Zapytałam zaskoczona
Olivia wyjęła z kieszeni małe pudełeczko z kokardką - otwórz - powiedziała uśmiechając się....
Podoba się ? Wiem, że początki są nudne, ale mam nadzieję że dalej jakoś to będzie i nie zanudzę was na śmierć :) Następny rozdział powinien pojawić się jutro ;)
Ehh pomyślałam, nie chcę wracać do Polski, nie odnajdę się tam, znowu będę musiała przejść przez to samo.... nowi znajomi, nowe spojrzenia, nowe docinki, boję się że znowu będzie źle i znowu wrócę do okaleczania się i zatruwania sobie życia. Rozmyślałam tak o złych rzeczach a nie pomyślałam o tych dobrych !
- Dawid !!! - wykrzyknęłam tak że chyba cała Anglia mnie usłyszała. Jak tylko pomyślałam, że w końcu zobaczę Dawida, tak tego Dawida, tego który uratował mi życie, z którym bawiłam się w piaskownicy, przez którego byłam prawie łysa bo przykleił mi gumę do włosów. Tego Dawida, który o mnie zapomniał..... Pomyślałam i momentalnie posmutniałam, nie chciałam się zadręczać tym, że już nie będzie jak za czasów dzieciństwa, to juz nie to samo..... Wypęzłam z łóżka, włożyłam na siebie jakiś dres i krótki top, spięłam włosy w byle jakiego koka i zeszłam na dół.
- No w końcu ! Ja nie wiem, czy ty chcesz wracać na nogach do Polski ? - zapytała zdenerwowana mama
- Nie... Tak... Nie, ja w ogóle nie chcę tam wracać...- odpowiedziałam i rzuciłam się na kanapę
- Weronika, ile razy mam Ci tłumaczyć, że
- Że teraz jest inaczej ? Że czasy się zmieniły ? Że to nie to samo ? Że tam będzie nam lepiej? -powiedziałam przerywając jej. - Już to słyszałam - dodałam i zaczęłam przełączać bezinteresownie kanały w telewizorze. Mama nie odpowiedziała tylko lekko wzdychnęła, położyła kanapki na talerz i podstawiła mi je pod nos
- Nie jestem głodna - powiedziałam nie patrząc na talerz
- Nie kłam, znam Cię. Ty zawsze jesteś głodna - odpowiedziała chcąc być śmieszna
- O której mamy samolot ? - zapytałam zmieniając temat
- O 10 - odpowiedziała krótko mama odstawiając talerz na stół
- Idę po walizki ! - krzyknęłam będąc już na schodach, nie chciało mi się w ogóle po nich wchodzić, myślałam, że zaraz się wywalę i będę się czołgała. Całą noc nie spałam myśląc o tym jak to będzie... Jak to będzie wrócić do Polski po 10 latach, co ja tam będę robiła ? Z kim będę rozmawiała ? Usłyszałam jak z pokoju dzwoni mój telefon
''kawa z mlekiem budzi mnie, tak codziennie staram się dla ciebie... to dla ciebie... disco funky albo jazz będę słuchał jeśli chcesz dla ciebie...''
zaczęłam sobie nucić tekst tej piosenki aż w końcu odebrałam, dzwoniła Olivia, moja jedyna prawdziwa przyjaciółka w Londynie, ona jako jedyna zaakceptowała to, że jestem z Polski, w dodatku także była fanką Dawida. Dogadywałam się z nią jak nigdy z nikim innym (nie licząc Dawida, on jedyny mnie rozumiał)
-Heeeej ! - wykrzyknęłam ukrywając lekkiego doła i zmęczenie, nie lubiłam mówić Olivce że jest mi smutno, wtedy tak bardzo się martwiła...
-No hej ! Wyjdź w końcu ! Stoję pod drzwiami z pół godziny, nie chcesz się ze mną pożegnać ?
- Ojej sorki ! A co do pożegnania... To nie nie chcę - od razu posmutniałam
- Oj misia, wiesz że ja też bardzo to przeżywam, trudno tak musiało być, ale obiecuję że spotkamy się nie raz ! Złaź już bo trochę tu nudno - powiedziała ze śmiechem i rozłączyła się
Wzięłam szybko walizki i zbiegłam na dół, o mało co nie spadłam ze schodów, jednak trudno biega się z walizkami po pokręconych schodach
-Zaczekam w samochodzie ! - krzyknęłam do mamy która też zabierała już walizki
- Heeeej !!!!!!!!!!!!!! -rzuciłam się na Olivię i momentalnie się rozpłakałam, ona zresztą też. - Nie chcę stąd wylatywać, już się przyzwyczaiłam, było mi dobrze, nie wiem jak poradzę sobie bez Ciebie - zaczęłam płakać jak opętana
- Ja też... ale jakoś damy radę, musimy, codziennie będziemy ze sobą pisać, będziemy do siebie dzwonić, jakoś to będzie - Olivia również cała zapłakana próbowała ogarnąć sytuację
-Mam coś dla Ciebie ! - Dodała od razu nabierając uśmiechu na twarzy
- Co to takiego ? - Zapytałam zaskoczona
Olivia wyjęła z kieszeni małe pudełeczko z kokardką - otwórz - powiedziała uśmiechając się....
Podoba się ? Wiem, że początki są nudne, ale mam nadzieję że dalej jakoś to będzie i nie zanudzę was na śmierć :) Następny rozdział powinien pojawić się jutro ;)
GŁÓWNI BOHATEROWIE
DAWID ♥
18 letni piosenkarz. Zdobył sławę dzięki swoim coverom na youtube. Ma setki tysięcy fanów już nie tylko w Polsce. Dziewczyny szaleją na jego punkcie.....
WERONIKA ♥
16 letnia fanka Dawida jak i jego przyjaciółka za czasów zabawy w piaskownicy.
Aloha !
Hej ! Am... A więc postanowiłam, że założę bloga na którym będę pisała opowiadanie fan fiction o Dawidzie Kwiatkowskim, jest już kilka takich blogów więc i ja postanowiłam spróbować, mam nadzieję że wam się spodoba, zachęcam do czytania i podkładnania pomysłów na następne rozdziały ;3 Trzymajcie się ciepło lecę pisać 1 ROZDZIAŁ ♥
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





