-Tak, wiem....masz.....
Nastała cisza jak makiem zasiał, byłam przerażona.... Nie chciałam dłużej czekać, chciałam przerwać tą ciszę ale nie musiałam.
- Masz... niestety ale masz raka - odpowiedział lekarz i opuścił głowę
Nie dowierzałam, nie wiedziałam co powiedzieć, tylko się jąkałam, czułam jak po policzkach spływały mi łzy, ale przypomniałam sobie.
- Ale.. mówił pan, że to nie jest aż taka zła wiadomość... - zaczęłam
- No tak, bo w prawdzie gdyby nie ten wypadek, prawdopodobnie dowiedzielibyśmy się zbyt późno, a to dopiero początek, rak dopiero zaczął się rozwijać, jest 60% szans że uda nam się go pozbyć - wyjaśnił. Wcale mnie to nie pocieszało, zawsze miałam pecha więc czemu tym razem miałoby być inaczej. Poprosiłam lekarza aby zostawił mnie samą. Schowałam oczy w dłonie i jak dziecko się rozpłakałam, nie wiedziałam co mam myśleć, aż odechciało mi się żyć, leżałam i płakałam. Nic więcej, nagle ktoś zapukał.
- Weronika ? - zapytał Dawid
- Tak... ? Wejdź - odpowiedziałam i szybko otarłam łzy. Usiadłam na łóżku robiąc miejsce chłopakowi. Tym razem nie musiałam go prosić aby usiadł, sam to zrobił. Patrzył mi w oczy, czułam jak łzy cisnął mi się do oczu, ale chciałam pokazać że jestem twarda, po dosyć krępującej ciszy Dawid odezwał się
- I jak ? Co ci jest ? - zapytał
Zaczęły mi płynąć łzy, nie chciałam mówić ale on działał na mnie jakoś ''inaczej'' czułam że jest dobry, że mnie wesprze... Po chwili odpowiedziałam mu
- Mam raka - patrzyłam mu prosto w oczy, nie mogłam powstrzymać łez. Dawid przybliżył się i mocno mnie przytulił. Poczułam się tak inaczej, bezpiecznie.
- Damy radę, nie zostawię Cię. Będzie dobrze, zobaczysz. Obiecuję Ci - mówił mocno mnie przytulając.
- Dawid.. ?
- Tak ? - zapytał i spojrzał na mnie
- Ale ty wiesz, że uratowałeś mi życie ? - odpowiedziałam pytając
- Jak to ? Co ty mówisz, ja omal Cię nie zabiłem - mówił
- Nie Dawid, ty mnie uratowałeś. Dzięki temu wypadkowi i temu że robili mi badania. Wyszedł rak, jest to dopiero jego początek więc jest 60% szans że uda się go zwalczyć. Gdyby nie ty, ten wypadek mogłabym dowiedzieć się o nim za późno i nie byłoby szansy na uratowanie mnie. Dziękuję - odpowiedziałam, zaczęłam płakać i mocno się w niego wtuliłam, czułam jak mocno wali mu serce. W tamtym momencie po części byłam załamana chorobą a z drugiej strony cieszyłam się że Dawid jest przy mnie. Nagle do sali wbiegła przerażona mama i zaczęła krzyczeć
- Weronika... Weruś.... W porządku ?
Z Dawidem obróciliśmy się w tym samym momencie, trochę się zdziwiłam
- Tak mamo, w porządku - odpowiedziałam jej lekko się uśmiechając
- Będzie dobrze, zobaczysz, wszystko się ułoży. A Tobie chłopaku.... - mówiła
- Dawid ! - przerwał jej
- Tak, tak... A Tobie Dawidzie dziękuję - dokończyła i usiadła na krześle popijając wodę, nie wiem czemu tak dyszała ale chyba przebiegła pół Polski. Co najmniej tak wyglądała
- Nie ma za co, ja też bardzo się cieszę że mogłem pomóc, na pewno nie zostawię teraz Weroniki, będę was wspierał - pocieszał mamę i jednocześnie mnie. Tak bardzo mi zaimponował, czułam To Coś między nami, ale nie byłam pewna czy on też. Niestety przerwał nam telefon Dawida
- Jej, przepraszam, zasiedziałem się, muszę odebrać - mówił wyciągając telefon z kieszeni
- No hej ! .... Tak.... W szpitali..... Potrąciłem taką dziewczynę..... ale nie specjalnie ! .... Igor uspokój się noo..... tak.... no .. ten.. . tak jakby... dobra pogadamy potem, co jest ? ..... ehhh dobra za 15 minut będę... no na razie - skończył rozmawiać
- Przepraszam, ale muszę lecieć. Wpadnę do Ciebie jeszcze wieczorem, trzymaj się - podbiegł do mnie ucałował w czoło pożegnał się z mamą i wyszedł. To było takie cudowne, chyba się zakochałam, ale nie byłam pewna, w końcu byłam w szoku i wgl, po silnej dawce leków. Ciągle nie mogłam sobie przypomnieć kim jest Dawid.. znałam go przecież... wtedy zadzwonił mój telefon
''kawa z mlekiem budzi mnie, tak codziennie staram się dla ciebie.... to dla ciebie... disco funky albo jazz będę słuchał jeśli chcesz, dla ciebie...''
- o boże ! - wykrzyknęłam tak, że aż mama się zerwała
- Co jest ??? - pytała przerażona
- Nic, po prostu chyba wiem kim jest ten Dawid, który tu był...
- Jak to kim ? - zaśmiała się mama
- No... .to jest Dawid... Dawid Kwiatkowski - mówiłam a sama w to nie wierzyłam
- No tak, hahah a kto by inny ? Nie poznałaś go ? - pytała ciągle się śmiejąc. Śmiech tu był nie na miejscu, bo ja na prawdę nie poznałam go. Spojrzałam dziwnym wzrokiem na mamę i od razu spoważniała.
- Przepraszam, emm to ja pójdę po coś do picia
- Mamo... - chciałam jej powiedzieć o tym co prawdopodobnie czuję do Dawida, ale w ostatniej chwili zrezygnowałam
- Tak ? - zapytała mama grzebiąc w portfelu
- Emm... przynieś mi colę jak możesz - wymyśliłam coś na poczekaniu i położyłam się gapiąc się w okno
- Jasne, za 5 minut będę
Ten rozdział na 100% zepsułam, przepraszam, mam nadzieję że nie nie zniechęci (coooo ahhaha) was to do czytania następnych rozdziałów. Następny pojawi się jutro ;*

Cudowne ;D
OdpowiedzUsuńKocham to opowiadanie czekam na następny rozdział <333333
OdpowiedzUsuń